Historia pewnego grzybobrania
Historia pewnego grzybobrania
Poszedł Jaś do lasu w towarzystwie dziadunia.
Trzyma koszyk, pilnie słucha.
Dziadek idzie i tłumaczy te swoje zawiłe tematy.
Tu się schyli, tam obejrzy, coś pokaże.
— Zobacz, wnusiu, tam siedzi sowa,
a tu kania, a tam dalej całe mnóstwo kurek.
Jasiu kijem po krzakach trzepie,
ale nic nie wzlata.
— Utnij nóżkę, ogonka nie rwij,
sprawdź czapeczkę, czy jest gąbka.
Poliż trochę, zobacz czy gorzka.
Pewnie szatan — lepiej zostaw.
Wrócił Jaś do domu i pyta ojca:
— Tato, czy dziaduś zjadł dzisiaj jakiegoś muchomora?
Bo idziemy przez las cały, a dziadek mi tłumaczy…
— To jest stara niemka, krawiec się czerwieni,
obok dwa ładne kozaki.
Myślę: wezmę dla matki,
ale nie — „ma gdzie pokazuje”.
— Tam za drzewem zajączek, sarenka,
a tu kozia broda, zobacz…
Patrzę,
patrzę,
nic nie widzę.
Dziadek tak pokrzykiwał,
że wszystkie zwierzęta trzymały się z daleka.
— Krowia morda i krowie uszy tam w oddali!
— O, kołpaka znalazłem!
A potem się rozmarzył, bo dalej krzyczy:
— Panienka! Tancereczka!
A my przecież sami między drzewami stoimy.
Coś o miodówce wspomniał — pewnie spragniony.
Mówił, że „pociechę znalazł”,
a ja go cały czas pilnuję.
Potknął się o korzeń i cieszy się, że „siniaka znalazł”.
Turka gdzieś zobaczył i osaka.
Mamrotał coś o ceglakach —
więc myślę, że piec będzie przestawiał.
I jakieś psioki zaczął przeganiać…
— Nie, synku kochany — mówi ojciec.
— Dziadek opowiadał ci o grzybach.
Weź atlas i poczytaj.
— Ale jak mam ten cały jarmark tam odnaleźć i posprawdzać?
Bo często bywa w kuluarach,
że niemka bez kozaków
potyka się o kołpaka,
sowa i kania płaczą, że nie latają,
gorzkniak kurki doprawia,
krawiec nie szyje,
krowia morda za kozią brodą się kryje,
panienka osaka skarciła,
amerykaniec turka pogania,
w ceglaku widzą szatana,
a tancerka brana jest za psiaka.
A prawdziwek obił korzonek
i teraz ma sinioka.





